Choć pogoda jest coraz piękniejsza, wieczory przed telewizorem lub monitorem komputera z dobrym filmem wcale nie tracą nic ze swojego uroku. Oczywiście, nie może być to film banalny. Dzięki możliwościom legalnej telewizji internetowej nie musimy się jednak obawiać o dostęp do prawdziwych perełek międzynarodowego kina. Jedną z nich jest z pewnością film „Anioł” Luisa Ortegi – opowieść o mordercy o dziecięcej twarzy i o pięknej i mrocznej Argentynie początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

tablet photo

Poza schematem

Opis filmu przygotowany przez jego polskiego producenta może budzić pewien niepokój. Czy będziemy mieli do czynienia z kolejną pozycją traktującą o życiu bezwzględnego zbrodniarza, którego w końcu dotyka kara? Na szczęście, już pierwsze kadry filmu mogą rozwiać wątpliwości. Rzeczywiście, tytułowy Anioł – nastoletni Carlos – wykazuje się niepokojącym zainteresowaniem śmiercią, adrenaliną i zbrodnią, jeśli jednak spodziewamy się kolejnego filmu o zbrodni, po której ma miejsce uzasadniona kara, jesteśmy w błędnie.

„Anioł” nie stroni od zbrodni, poza tym jednak wyłamuje się ze wszystkich schematów. Pociągając za spust nie rekompensuje sobie nieudanego dzieciństwa, nie walczy o uznanie, którego nie miał w swoim otoczeniu, a już na pewno nie działa w ten sposób dlatego, że nikt mu nigdy nie pokazał innej drogi. Sam Carlos nie wie zresztą, dlaczego właściwie przekracza kolejne granice i najbliżej jest mu do stwierdzenia, że robi to po to, aby czuć dreszcz emocji i fale adrenaliny. Widz musi zresztą skonfrontować się nie tylko z niejasnymi motywami działania. Ocena Carlosa jest trudna także dlatego, że mężczyzna rzeczywiście ma fizjonomię „Anioła”. Spodziewamy się widzieć go na okładkach gazet, a nie na listach gończych i w trakcie seansu nasz mózg musi nieustannie radzić sobie z tym schematem.

“Anioł”, czyli nie nie tylko fabuła

„Anioł” to fascynująca opowieść o przestępcy, jak już jednak wspomniano, na tym nie kończy się jej wyjątkowość. Wśród najlepszych aktorów filmu nie powinno przecież zabraknąć także samego Buenos Aires, znakomicie grającego swoją wersję sprzed pięćdziesięciu lat. Miasto jest żywe, pełne emocji, intrygujące, zachwycające i przerażające w tym samym czasie. Jakby tego było mało, zachwyca wyjątkowa muzyka, a ścieżka dźwiękowa nie tylko nie rozbrzmiewa obok filmu, ale staje się jego integralną częścią.

Czy „Anioł” to film dla każdego? Być może nie. Z pewnością jednak jest to seans, który da ogromną satysfakcję tym osobom, które w kinie światowym cenią sobie przede wszystkim to, co nie jest oczywiste i co zrywa z pewnymi wyobrażeniami o gatunkach, bohaterach i układzie fabuły. Warto poświęcić dwie godziny, aby samemu się o tym przekonać.